Obudził mnie dźwięk mający swe źródło za oknem. Okryłam owiane chłodnym powietrzem ramię i wtuliłam się w tors chłopaka ospale obejmującego mnie ręką. Kosmyki moich włosów układały się w fantazyjne fale na jego żebrze. Zaczynając od krótkiego
-"God morgen" rozpoczęliśmy długa poranną rozmowę. Domagałam się od Daniela informacji o naszym położeniu. Tande chrapliwym głosem odpowiedział mi, że jesteśmy w Gudvangen. Jest to kraina fiordów, chyba najpiękniejszych w okolicach Oslo. Dom w którym obecnie przebywaliśmy znajduje się zaraz przy brzegu fiordu Nærøyfjord. Elewacja składająca się z pomalowanych na biało desek, zbitych obok siebie była elementem najbardziej wbitym w moją głowę, gdy przed przyjazdem do Norwegii myślałam o tym kraju. Kolorowe domki, wiecznie zimno czy to właśnie nie jest nasze wyobrażenie o tym państwie? Z perspektywy czasu widzę rzeczy, które mocno różnią się od tych szablonowo dawkowanych nam w domu czy w szkole. Jednak aspekty takie jak natura czy widoki w tej części świata są dokładnie takie same, jak mnie o nich uczono. Wtuliłam twarz w szyję Daniela i głośno westchnęłam. Było mi tak dobrze nie myśląc o pracy. Mam wrażenie, że pomimo swojego młodego wieku, wbici w ambicje przeżywamy życie wcale z niego nie korzystając. Nie czerpiemy przyjemności z każdej chwili, tylko wiecznie dążymy do jeszcze większej przyjemności która tak naprawdę okupiona jest większą ilością stresu. Podziękowałam chłopakowi za przyjazd tutaj, za to że zabronił mi myśleć o ciągłym dążeniu do samodoskonalenia siebie. Odpoczynek jest bardzo ważny, bo to dzięki niemu jesteśmy bardziej wydajni co w przyszłości składa się na szybszy sukces. Tande założył sobie moją nogę na biodro i objął rękoma plecy. Cmoknął w czoło i przyciągnął moja głowę do swojej piersi. Leżeliśmy tak jeszcze parę minut delektując się ciszą wokół i swoją miłością. Daniel przedstawił mi plan na cały dzień, przez co lekko się skrzywiłam. Perspektywa wstawania z łóżka była dla mnie taka odległa. W pomieszczeniu unosiło się chłodne powietrze, spowodowane zgaśnięciem ognia w kominku nocą. Ostatecznie Daniel klepnął mnie delikatnie w pośladek, tłumacząc to chęcią pomocy przy wstawaniu. No przecież, jak zwykle! Bardzo Ci dziękuję za tę nieustanną troskę Tande! Uśmiechnął się przy tym i kazał mi na siebie zaczekać w łazience. Bowiem z powodu ograniczonej ilości ciepłej wody, zdaniem chłopaka musieliśmy wykąpać się wspólnie. Słysząc to westchnęłam tylko zrezygnowana i na myśl przeciskania się wzajemnie w tej okropnie małej łazience opuściłam bezradnie ręce. Było mi naprawdę zimno więc co chwila poganiał, nie spieszącego się Tande skanującego zawartość lodówki. W końcu przyszedł do mnie i uprzednio zdejmując ze mnie sweter, zrzucił z siebie dresy. Wtuleni w siebie koiliśmy nasze zziębnięte ciała strumieniami gorącej wody. Co niestety nie trwało za długo, z powodu cholernego limitu na ciepłą wodę. Daniel dosłownie wyskoczył spod prysznica, ubierając się w wygodny i ciepły strój. Umożliwiając mi przy tym umycie włosów w letniej już wodzie. Po kąpieli ubrana w ciepły strój, słuchając muzyki ulatniającej się z małego podróżnego radia, razem z Danielem przygotowywaliśmy śniadanie. Owsianka z owocami, grzanki z dżemem i gorąca herbata dostarczyły nam energii na co najmniej parę godzin. Do plecaka, który Tande zarzucił na plecy wpakowałam termos z kolejną porcją gorącej herbaty oraz pare kanapek. Obok tego znalazły się przybory niezbędne do wspinaczki, bowiem to był plan na cały dzień. Ja zajęłam się spakowaniem aparatu oraz potrzebnych do niego akcesoriów. Zakładając na ramiona plecak upewniłam się czy oby na pewno wszystko wzięliśmy i przepuszczona w drzwiach wyszłam na świeże powietrze. Przed moimi oczami ukazały się ogromne fiordy otulone niedużą mgłą. Niebo było pochmurne, nie dając nam promieni słonecznych choć na chwilę. Wspinaczkę zrealizowaliśmy raczej nie znanym dla turystów szlakiem. Był on jednak popularny wśród tutejszych mieszkańców, których zresztą nie było za wielu. Spowodowane to było warunkami panującymi nad Nærøyfjord, które nie były zbyt przychylne dla człowieka. Spacerując podziwiałam piękne, majestatyczne widoki dające ukojenie mojej duszy. Co jakiś czas słychać było wodospady w oddali oraz osuwający się grunt spod naszych butów. Kiedy przed sobą miałam trudniejszy odcinek do pokonania Daniel motywował mnie, nazywając mnie słabiakiem. Ostatecznie i tak mi pomagał, ale oczywiście nie mogło się obejść bez docinek. Gdy byliśmy na szczycie niedaleko campingu, uznaliśmy że nie dojdziemy do niego tylko zatrzymamy się już w tym miejscu. Na górze dość mocno wiało, co najbardziej przeszkadzało nam w rozbiciu niedużego namiotu. Groziłam chłopakowi, że zrzucę go z góry za wszystkie krzywdy które mi wyrządził po drodze. Tande zaśmiał się na głos i mocno mnie przytulił. Staliśmy objęci i podziwialiśmy widoki. Wyciągnęłam z plecaka aparat i porobiłam sporo zdjęć. Uchwyciłam zapierające dech w piersiach widoki, Daniela pijącego herbatę, leżącego w namiocie. W trakcie wspinaczki również zrobiłam parę zdjęć. Jedząc kanapki ustalaliśmy cel na resztę dnia. Z mapą w ręku skoczek wyglądał przeuroczo. Po tym jak złożyliśmy namiot i wpakowaliśmy go z powrotem do plecaka przymierzaliśmy się do zejścia z góry. Będąc już na dole obserwowałam domy, które mijaliśmy po drodze. Było ich dokładnie 3. Wszystkie w kolorze niebieskim. Zrobiłam im parę zdjęć i uśmiechnęłam się od chłopaka. Cmoknęłam go w policzek z taką prędkością, że zaraz po tym zastanawiałam się czy w ogóle go poczuł.
W domku byliśmy o zmroku. Daniel oznajmił, że za niecałą godzinkę zabiera mnie do centrum na kolacje. Zaprzeczyłam stanowczo, argumentując swój portest zbyt częstym rozpieszczaniem mnie. Na co chłopak podszedł do mnie i powiedział, że takiej osobie jak ja należy się od czasu do czasu rozpieszczenie. Zresztą lekko się oburzył i ze zmarszczką na czole upomniał mnie, że nie widział się z ukochaną ponad dwa tygodnie. Argument ten zaważył na tym, abym udała się do malutkiego pokoju na poddaszu gdzie trzymaliśmy swoje bagaże i naszykowała strój na wieczór. Spoglądając przez balustradę widziałem jak Daniel rozłożył się na kanapie i z rękoma za głową śpiewał kawałki lecące w radiu. Gdy mnie zauważył, nieco podniósł ton swojego śpiewu co bezzwłocznie spotkało się z moim kpiącym śmiechem aplauzem. No piosenkarz to z niego jest wyborny, naprawdę. Ubrana w to związałam włosy w luźnego koka i oznajmiłam kąpiącemu się za drzwiami Danielowi że jestem gotowa. W trakcie kiedy czekałam na chłopaka pomalowałam paznokcie i przejrzałam social media na telefonie. Gotowi do wyjścia zamknęliśmy mieszkanie i wsiedliśmy do samochodu.
Centrum jak to nazwał Tande składało się z około 12 budynków, w czym jednym z nich był kościół. Na całą okolicę znajdowała się tu jedyna restauracja i sklep połączony z biblioteką. Wszystkie trzy "instytucje" mieściły się w jednym piętrowym budynku. Szyld sklepu przypominał mi te z opisów książek o Islandii. Gdy weszliśmy do środka przywitała nas szerokim uśmiechem młoda, rudowłosa dziewczyna. Stała za ladą oczekując kupców. Daniel zbliżył się od niej i mocno ją uścisnął. Okazało się, że to jego przyjaciółka z dzieciństwa Rut. Wewnątrz sklepu znajdowały się białe drzwi prowadzące na górę. Na klatce schodowej po bokach umieszczone były regały z książkami a na półpiętrze można było zapoznać się z wybraną lekturą, siadając przy jednym z dwóch umieszczonych tam stolików. Miejsce to było dla mnie naprawdę magiczne. Gdy dotarliśmy na górę zajęliśmy stolik. Nie byliśmy jednak osamotnieni, bowiem obok stoliki zajmowało starsze małżeństwo oraz młody chłopak intensywnie lustrujący kolejną kartkę książki. Zamówiliśmy dania, które zwieńczyliśmy grzańcem. W zasadzie to ja zwieńczyłam, bo Daniel prowadził. Rozkoszując się chwilą, najedzona przyglądałam się Tande, którego całą twarz łącznie z częścią sylwetki zatopiona była w ciepłym, ciemnym świetle. Muzyka rozbrzmiewała nam w uszach, długo rozmawialiśmy. Skoczek opowiadał mi o swoim dzieciństwie, o tym jak wiele tu przeżył. Opowiedział mi o Rut, o ich wspólnych wycieczkach w góry. O tym jak na jakiś czas stracili chatkę i mama Daniela o nią walczyła. Do domu wróciliśmy po północy. Podczas gdy chłopak rozpalał ogień w kominku, wzięłam szybką kąpiel. Przed zaśnięciem zostałam obdarzona masą pocałunków. Niedługo po tym zasnęłam w moim welurowym, ciepłym swetrze wtulona w Daniela. Rozkoszując się bliskością ukochanego i ciepłem z rozpalonego kominka.
Na początku listopada pochłonięta pracą nad kolejnymi obrazami musiałam zrezygnować z pracy w kawiarnii. Decyzja ta przyszła mi bardzo ciężko, jednak wynikała z braku czasu. Z Danielem nie widziałam się od ponad dwóch tygodni. Miał przyjechać po mnie następnego dnia, bowiem zaplanował dla mnie niespodziankę. Z natłoku obowiązków już prawie sięgałam po telefon by odwołać spotkanie z ukochanym. Zatrzymałam się jednak i powiedziałam sobie, że są w życiu priorytety. A dla mnie miłość była najważniejsza. Do HRC tego dnia poszłam ostatni raz. Z wielkim żalem pożegnałam się z resztą załogi do których muszę powiedzieć bardzo się przywiązałam. Podziękowałam im za tak miłe przyjęcie mnie do swojej "paczki" pomimo mojego kulejącego języka gdy zaczynałam. Obiecałam że gdy tylko uporządkuję swoje sprawy to urządzę imprezę na ich cześć. Z Ajdą rozmawiałam prawie codziennie...szkoda tylko, że przez telefon. Po wystawie w Amsterdamie dostałam wiele propozycji współpracy z domami aukcyjnymi. Jednak najbardziej prestiżowa okazała się współpraca z muzeum w Narviku. Gdy tylko dopracowałam wszystkie szczegóły z managerem tego miejsca, ustaliłam z mężczyzną datę i miejsce podpisania niezbędnych dokumentów. Wszystko to działo się tydzień przed moją rezygnacją z pracy. W tym momencie byłam bezrobotna, z sześcioma nieskończonymi obrazami, opierającymi się o zafoliowaną ścianę w salonie. Daniel nie odwiedził mnie ani razu przez ten jakże ciągnący się dla mnie czas dwóch tygodni. Jednak stało się tak za sprawą mojej prośby, z obawy o to że nie wyrobię się z przekazaniem prac do muzeum. Wyznaczono mi bowiem konkretną datę rozpoczęcia wystawy. Był wieczór, do następnego ranka wszystkie prace miały być skończone. Część z nich już pojechała do Narviku. Pozostałe musiałam dokończyć. Takiego bałaganu w mieszkaniu już dawno nie miałam. Zapach terpentyny roznosił się po pokoju nawet po ponownym wietrzeniu pomieszczenia. Z kolejnym kubkiem czarnej kawy przystąpiłam do pracy. Daniel nic nie wiedział o mojej wystawie. Ze względu na to iż muzeum znajduje się w jego rodzinnej miejscowości chciałam mu zrobić niespodziankę. Prace skończyłam przed godziną czwartą. Zmęczona, z podkrążonymi oczami plułam sobie w brodę, że po raz kolejny podjęłam się pracy na którą miałam bardzo mało czasu. Kolejny raz ambicja wzięła górę, i pozostawiła zdrowie gdzieś w oddali. Wiedziałam jednak, że warto, że to co robie zaprocentuje w niedalekiej przyszłości. Borykałam się z mętlikiem myśli, bowiem prace przeznaczone na ekspozycję z reguły nie są opłacane. Zapłatą ma być prestiż jaki artysta osiąga poprzez prezentację jego dzieł. Wprawdzie na brak gotówki nie narzekam, bowiem moje prace sukcesywnie sprzedają się na aukcjach. A za każdą z nich zarabiam naprawdę pokaźną sumę, jednak jak długo jeszcze moja twórczość będzie pożądana? Ze sztuką tak jest, wiążesz się z nią emocjonalnie jednak trzeba przy tym stąpać mocno po ziemi. A pomiędzy nędzą a dobrobytem znajduje się bardzo cienka linia. Obiecałam sobie, że po skończeniu obrazów do muzeum poszukam nowej pracy. Ponieważ już mniej więcej zapoznałam się z życiem w Norwegii, uznałam że mogę szukać bardziej prestiżowej pracy. Skończone obrazy odłożyłam do schnięcia, a sama zabrałam się za powierzchowne porządki. Wiadomo nie mogłam wyciągnąć odkurzacza czy też innego sprzętu służącego do utrzymania czystości w domu, bowiem było za późno. A sąsiedzi, szczególnie w Norwegii są przewrażliwieni na tym punkcie. Zresztą sama nie byłabym zadowolona o 5 nad ranem wysłuchiwać niezbyt finezyjnych dźwięków wydawanych przez odkurzacz. Gdy mieszkanie wyglądało znośnie, a ja w końcu spakowałam się w nieduża torbę na prośbę Daniela, poszłam się wykąpać. Niemalże zasnęłam pod strumieniem ciepłej wody. Omijając rutynową pielęgnację, runęłam na łóżko i odpłynęłam.
Budzik zadzwonił przed 9. Z oczami, które zmniejszyły swoją objętość dwukrotnie zapakowałam suche już obrazy i zabezpieczyłam je przed podróżą na północ kraju. Chwilę przed 10 w drzwiach pojawiła się wysoki, smukły mężczyzna w dresowym stroju, oznajmiając mi że jest osobą odpowiedzialną za transport moich dzieł. Dla pewności sprawdziłam jego tożsamość, przez co nieco się naburmuszył. Przekazałam w jego ręce zapakunek oraz pomogłam mu zanieść obrazy do samochodu dostawczego z logiem firmy przewoźniczej na terenie Oslo. Pożegnałam mężczyznę słabym i bladym uśmiechem wynikającym tylko i wyłącznie z przemęczenia. Wracając do łóżka spojrzałam na telefon, na którego wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Daniela.
-"Będę za 20 minut". Mój mózg bardzo intensywnie rozmyślał dwie opcje pomiędzy którymi musiałam wybrać. Czy rzucić się jeszcze na chwilę na łóżko czy może darować to sobie i zacząć się szykować. Minęło parę minut po których leniwym, powolnym krokiem zmierzałam do łazienki. Kiedy z niej wyszłam Tande siedział na kanapie i oglądał jakiś mecz w telewizji. Na mój widok uśmiechnął się od ucha do ucha i szybkim krokiem do mnie podszedł. Wskoczyłam na chłopaka gdy tylko znalazł się w zasięgu mojego ciała. Całowałam go, aż brakowało mi tchu. Tak się za nim stęskniłam.
-"Te dwa tygodnie to była istna męczarnia". Usłyszałam z ust chłopaka, co potwierdziłam zgodnie kilkukrotnym skinieniem głowy. Kiedy się od niego oderwałam, przeprosiłam go za swoją ospałość i wytłumaczyłam dlaczego wyglądam jak wyglądam. Moja twarz przypominała bardziej twarz boksera. Chłopak z nutą troskliwości w głosie odparł, że w planach był wyjazd nad ranem jednak moje zdrowie jest ważniejsze. Mówiąc to rozłożył kanapę i kazał mi się przespać. Rozczesałam mokre włosy i wtuliłam się w oglądającego telewizję Tande. Oparłam głowę o jego turkusową, klubową bluzę i zasnęłam. Obudził mnie zapach ulatniający się w kuchni. Usiadłam i zaspanym wzrokiem spojrzałam na chłopaka, który to z ekscytacją przygotowywał coś w kuchni. Wstałam, zarzuciłam na siebie jego bluzę leżącą na oparciu kanapy i zmierzałam w stronę kuchni. Na mój widok uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło. Nałożył mi na talerz jajecznicę, którą przed chwilą przygotował. Spożywając potrawę, powiedziałam Danielowi że zrezygnowałam z pracy. Widziałam jak podczas rozmowy angażował się w moją wypowiedź. Powiedział, że z pewnością znajdę satysfakcjonującą mnie pracę już niedługo. Martwił się jednak o moje zdrowie i prosił abym przysięgła mu, że już nigdy nie wezmę zlecenia kiedy będę wiedziała, że będę musiała poświęcić w imię tego swoje zdrowie.
W trakcie podróży zaczął padać śnieg. Wzgórza, które mijaliśmy pokrywały kolejne warstwy śniegu. Tande nie chciał powiedzieć gdzie jedziemy, toteż nie naciskałam. Po około 3 godzinach byliśmy na miejscu. Podczas jazdy próbowałam domyślić się gdzie jedziemy , jednak było już ciemno, a w okolicy prawie nie było budynków. Sporadycznie mijaliśmy słabo oświetlone chatki, których kształt wywnioskowałam poprzez osłonięte padającym śniegiem linie. Gdy się zatrzymaliśmy Daniel wyjął bagaże z samochodu i prowadził w kierunku małej drewnianej chatki. Po tym jak otworzył drzwi kluczykiem wyciągniętym z kieszeni spodni ukazało się przede mną przytulne wnętrze. Drewniane ściany, na wprost toporny kominek wysuwający się z obitej kamieniem ściany. Przed nami znajdowała się duża, mięsista kanapa. Chłopak zrzucił z ramion torby i raz jeszcze skierował się do samochodu. Pomogłam wnieść resztę , po czym rozpakowałam rzeczy kupione przez nas w pobliskim sklepie. Tande oznajmił mi, że za chwile wraca i trzaskając drzwiami wyszedł z pomieszczenia. Trochę przerażała mnie cisza panująca wokół mnie. Gdy spojrzałam przez okno zauważyłam zamarzającą wodę, której kawałki rozbyskiwały oświetlane przez blask wschodzącego księżyca. Nagle usłyszałam dźwięk łamiącego się drzewa. Wychyliłam się nieco i zauważyłam jak Daniel rąbie kawałki drewna schowanego w szopie obok domku. Wróciłam do mycia warzyw, które następnie pokroiłam do przygotowania kolacji. Daniel siłując się z mosiężnym koszem wypchanym drewnem wbiegł do domu, pozostawiając opał koło kominka. W domku nie było telewizora. Chłopak wyciągnął radio z szafki koło kominka i dłubiąc przy nim dłuższą chwilę odpalił muzykę. Po tym jak znał rozmieszczenie chatki zorientowałam się, że nie jest tu pierwszy raz. Zapytałam go o to podczas gdy on rozpalał ogień w kominku. Opowiedział mi wtedy całą historię tego jak jego mama Trude zdobyła ten domek. Przyznał jednak, że bywa tu dosyć rzadko co spowodowane jest jego napiętym grafikiem. Powiedział mi, że dlatego jeszcze bardziej cieszy się, że może tu być ze mną. Na te słowa podeszłam do chłopaka i cmoknęłam go w usta powoli się nad nim nachylając. Objął moje uda i wtulił głowę między nogi. Odgarnęłam dłońmi blond kosmyki opadające na jego oczy. Dorzucając kolejny kawałek drewna wstał i łapiąc moją twarz w swoje dłonie, patrzył w moje oczy. Poczułam delikatne mrowienie w podbrzuszu i stając na palcach namiętnie go pocałowałam. Podczas wymiany pocałunków chłopak zaśmiał się sprawiając że przez moment całowałam jego zęby. Jego dłonie powędrowały niżej i lekko uszczypnął mnie w tyłek za co nieźle go zrugałam. Odskoczyłam od chłopaka i wróciłam do kuchni, gdzie kończyłam przygotowywać potrawę. Daniel opierając się o blat patrzył na mnie i sam do siebie się śmiał cały czas przekonując mnie, że bardzo mi się podobały jego poczynania sprzed chwili. Próbując zachować powagę kazałam chłopakowi wyrzucić obierki z warzyw i sprawdzić czy oby napewno drewno w kominku nie zgasło. Zaśmiał się na głos po czym objął mnie w pasie i podnosząc na nieduża wysokość przestawił po drugiej stronie blatu. Z miną naburmuszonego cztereolatka umyłam ręce, po czym rzuciłam się na zaskoczonego Tande. Łaskotałam go i delikatnie okładałam pięściami w ramach rewanżu. Chłopak stał spokojnie co jakiś czas robiąc unik. Nagle podszedł do kanapy i zrzucając mnie z pleców zablokował mi ruchy swoim ciałem oraz przytwierdził ręce swoimi dłońmi. Całował mnie po szyi cały czas siłując się z moimi wierzgającymi nogami. W nagrodę za moje nieposłuszeństwa co jakiś czas przygryzał cienką skórę na dekoldzie. Kiedy przestałam się wiercić wpił swoje przekrwione usta w moje i namiętnie mnie pocałował przeczesując mi włos za uszami. Wykorzystałam moment i zrzuciłam z siebie chłopaka napierając na niego zdrętwiałym kolanem. Usiadłam na nim rozkrokiem i z satyfsakcja w głosie oznajmiłam, ze wygrałam. Chłopak nie przestawał się śmiać tylko co jakiś czas podjudzał mnie swoim pogwizdywaniem niby w ramach gratulacji i podziwu. Co tak naprawdę było próbą zirytowania mnie od reszty. W tamtym momencie zsunęłam z siebie bluzkę i to ja zaczęłam łapczywie cmokać chłopaka po szyi. Czułam jak ręce Daniela o wiele pewniej kiziały moje plecy, pośladki. Objął mnie mocniej i przytwierdził do siebie, dłonią odgarniając moje włosy w niedbałego kucyka zamkniętego w jego pięści. Czułam jak jego oddech zrobił się płytki. W tym właśnie momencie wstałam, założyłam bluzkę, którą uprzednio ściągnęłam i poszłam do kuchni. Słyszałam jak rozbawiony Tande z niedowierzaniem w głosie rzucił w moją stronę krótkie
-"Faktycznie wygrałaś!" i energicznie wstając pomógł mi w przygotowaniu kolacji. Zasiedliśmy przy drewnianym stole nakrytym żółtą zastawą. Podczas jedzenia nie mogłam się skupić. Przez cały czas bacznie obserwowałam chłopaka, który kolokwialnie mówiąc "wsuwał" kolejną porcję faszerowanej cukini. Widziałam jak podczas przeżuwania jego żyły na szyi tańczyły ze sobą, a blond kosmyki które tak uwielbiałam swobodnie opadały na czoło. Opamiętałam się jednak i rozpoczęłam rozmowę o nadchodzącym sezonie. Daniel opowiedział mi jak bardzo nie może się go już doczekać. Tłumaczył, że fizycznie czuje się świetnie przygotowany. Cieszyłam się, że ma w życiu pasję, że do czegoś dąży. Przez takie podejście byłam dumną dziewczyna norweskiego skoczka. Sprawdzając kalendarz skoków ustaliliśmy, że te które odbędą się w Norwegii i w Polsce spędzimy razem. To znaczy w miarę możliwości, oczywiście. Wszystko sprawdziliśmy na telefonie bowiem Tande zabronił mi zabierać ze sobą laptopa, aby odciągnąć mnie od myśli związanych z pracą. Stwierdził, że ma to być wyjazd skupiający się na relaksie dla ciała i umysłu. Mówiąc to podszedł do mnie i stając za moim krzesłem zaczął masować mój kark. Zamknęłam oczy z przyjemności i komplementowałam Tande, mówiąc mu jakim to jest wybornym masażystą. Daniel pewny siebie jak to on opowiadał o swoich magicznych rękach i ich zdolnościach.
Po tym jak wykąpałam się w naprawdę małej łazience, opatulona dużym swetrem przybiegłam do rozłożonej kanapy zajętej prawie w całości przez skoczka. Rozciągnięty na prawie całej długości, z rękami za głową i gołą klatą obserwował moje poczynania. Pomimo palącego się obok kominka było mi naprawdę zimno. Wskoczyłam pod kołdrę i wtuliłam się w ukochanego. Daniel zapewnił mnie, że mnie rozgrzeje na co nakryłam jego twarz swoją dłonią i lekko odepchnęłam. Upierał się, że chciał pomóc bawiąc się moimi włosami. Sięgnął po książkę leżącą na stoliku obok kanapy i rozpoczął lekturę. Zasnęłam ukojona dźwiękiem syczącego drewna, dotykiem Daniela oraz jego nieziemskim zapachem.
Poranek był słoneczny i rześki, taki jesienny. Liście przybierały złociste barwy co wyśmienicie komponowało się z kolorem elewacji tamtejszych budynków. Obudziłam się pierwsza. Daniel leżał obok z moją poduszką na ramieniu. To właśnie tam zasypiałam. Obudziłam się jednak niemalże w poprzek z nogami zakleszczonymi i przygniecionym przed uda chłopaka. Kiedy próbowałam się uwolnić w naprawdę najdelikatniejszy sposób, obudził się. Otworzył lekko oczy odsłaniając swoje błękitne tęczówki, oświetlone przez pierwsze promienie słoneczne tego poranka. Spojrzał na mnie i leniwie się przeciągając uwolnił moje nogi z uścisku. Naburmuszony stwierdził, że nie daje mu spać w nocy bo tak się wiercę. Buziak w policzek, który nadstawił miał zrekompensować jego żal. Tak też było. Zadowolony przyciągnął mnie do siebie i obejmując mnie ramieniem przyłożył głowę do brzucha. Będąc w tym delikatnym, a zarazem tak nacechowanym emocjami uścisku byłam naprawdę wdzięczna Bogu za swoje życie. Z motylami w brzuchu patrzyłam na chłopaka, który w uścisk ten wkładał całe swoje serce. Jego długie palce dotykały skrawka mojego nagiego ciała spod koszuli, a mnie przechodziły delikatne prądy, wraz z każdym ich muśnięciem. Poklepałam chłopaka po barkach w geście pomocy mentalnej przy wstaniu z łóżka. Skrzywił się nieco i z impetem zanurkował czołem w poduszki. Podeszłam do drzwi balkonu, otworzyłam je i wyszłam na naprawdę mały balkonik. Przede mną rozprzestrzeniała się panorama porannego Amsterdamu, który to dopiero co budził się od życia. Z powodu chłodnego wiatru zarzuciłam na ramiona jedwabną podomkę i wróciłam na balkon z aparatem. Zrobiłam parę przemyślanych, ale też spontanicznych ujęć. Weszłam do pokoju i zrobiłam parę zdjęć Danielowi, który bardzo chętnie do nich pozował. Choć nie wiem czy można to tak nazwać, bowiem czuł się jak ryba w wodzie i wszystko robił bardzo naturalnie. Zresztą nie musiał nic robić, bo każda czynność wykonywana przez niego dawała pożądane przeze mnie efekty. Kiedy skończyłam rzucił się na mnie i wyrywając mi z rąk aparat, za co zresztą bardzo go zrugałam, porobił mi parę zdjęć. Jak stoję na balkonie oparta o balustradę, jak piję herbatę, jak zaczepiam go nogą, jak chodze w turbanie i w jego koszulce, jak się do niego uśmiecham. Przed 10 byliśmy już naprawdę głodni. Nie wykupiliśmy sobie posiłków w hotelu, po części celowo. Chcieliśmy odwiedzić sporo knajpek, spróbować różnorodnego jedzenia i przy okazji pozwiedzać. Po szybkiej kąpieli, ubrana w to upięłam włosy w luźno opadającego koka z wypuszczonymi kosmykami na ramiona. Zanim wyszliśmy Daniel cmoknął mnie w nos i założył na ramiona płaszcz. Po śnidaniu w kawiarnii na rogu, gdzie zjedliśmy konkretne porcje croissantów z dżemem, miodem czy owocami udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Niedługo po śniadaniu Tande zabrał mnie na holenderskie jedzenie, bowiem stwierdził że nadal jest głodny. Obserwując chłopaka, który pochłaniał potrawę kęs za kęsem aż mnie zemdliło. Zamówiłam sobie kawę i pokiziałam Daniela po uchu kiedy już skończył jeść. Resztę popołudnia spędziliśmy zwiedzając miasto i jego okolice. Poznając nowych ludzi i język. Wracając do hotelu wstąpiliśmy do galerii, gdzie za parę godzin miał odbyć się wernisaż. Wszystko idealnie przygotowane, obrazy powieszone. Podziękowałam kobiecie za umożliwienie mi własnej wystawy. Umówiłyśmy się, że praca którą wybierze jeszcze przed wernisażem będzie jej. Jako gest podziękowania z mojej strony. Dodatkowo wręczyłam kobiecie bukiet goździków, które razem z Danielem kupiliśmy przed wejściem do galerii. Kobieta rozbawiona, ucałowała nas oboje i zerkając na zegarek oznajmiła, że musi już jechać. Nie domagając się większej ilości informacji wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się w stronę hotelu. Do wyjścia mieliśmy niecałą godzinę. Umówiliśmy się ze znajomymi i rodziną chwilę przed wernisażem w knajpce obok muzeum. Cały czas chodziłam zestresowana, wyliczałam obrazy które powinny się znaleźć w budynku i w głowie upewniałam się czy wszystkie napewno widziałam w galerii. Daniel w międzyczasie rozmawiał z chłopakami, którzy byli w podróży do Amsterdamu. Co chwilę z pokoju dochodził śmiech Tande. Przygotowana do wyjścia ubrana w to, zapinałam założone na uszy kolczyki. Gestem wskazałam Danielowi zajętemu rozmową, że zwolniłam łazienkę. Chłopak przechodząc koło mnie objął mnie w talii i cmoknął w czoło nie zatrzymując się. Przed wyjściem kilka razy upewniłam się czy oby na pewno spakowałam do torebki wydrukowane przedtem opisy dzieł. Daniel znów ubrany elegancko, prezentował się wybornie. W kawiarni byliśmy przed wszystkimi. Zamówiłam dzban herbaty dla grupy i wspólnie czekaliśmy na przybycie reszty. Po tym jak zaproszeni goście znaleźli się w umówionym miejscu i wypili po filiżance herbaty skierowaliśmy się w stronę galerii. Był już zmierzch, niebo przybrało różowo-granatową barwę. Przed wejściem stało parę osób czekających na swoją kolej. Gdy znaleźliśmy się w środku właścicielka przedstawiła mnie i pogratulowała pięknej wystawy. Gdy oddała mi głos, po krótce opisałam serię obrazów, którą stworzyłam i życzyłam gościom przyjemnego oglądania. Zostałam obdarzona gromkimi brawami oraz lampką szampana. Podczas całego wydarzenia starałam się zamienić słowo z każdym na sali. Chętnie odpowiadałam na pytania zadawane przez odbiorców. W trakcie odbyła się aukcja dzieł, które trafią do właścicieli po okresie przeznaczonym na ich ekspozycję. Przedstawiłam mamie Daniela, bowiem wcześniej nie było okazji. Kiedy impreza dobiegała końca chłopak odprowadził grupę młodych dziewczyn, które najwyraźniej go rozpoznały i weszły z nim w rozmowę. Po zamknięciu galerii, w środku zostałam wraz z rodzicami i Damianem. Po upływie paru minut dołączyli do nas skoczkowie wraz z Ajdą, którzy jakimś cudem zostali wpuszczeni przez ochroniarza. Wszystkim szczerze podziękowałam za miłe słowa oraz wsparcie, które naprawdę wiele dla mnie znaczyło. Zaprosiłam wszystkich na kolację, a po drodzę zauważyłam jak Daniel rozmawia z tata i Damianem na temat skoków. Sama do siebie się uśmiechnęłam. Ulokowaliśmy się na wcześniej zarezerwowanych miejscach w pobliskiej restauracji. Skoczkowie jak zwykle rozbawiali nas do łez. Tata był pod wrażeniem całego spotkania. Widziałam jak z dumą się o mnie wypowiadał. Damian prawie cały wieczór przegadał z Hilde i Halvorem. Jeszcze tego samego dnia rodzice wraz z Damianem mieli lot do Polski. Razem ze skoczkami odwieźliśmy ich na lotnisko i pożegnaliśmy. Po drodze do hotelu, gdzie chłopcy wraz z Ajdą zarezerwowali sobie nocleg zapytałam ich jak udało im się odwołać treningi. Odpowiedzieli tylko, że dla mnie na koniec świata pojadą i wszystko rzucą. Było to naprawdę miłe jednak nie pasowało mi to, że nagle trener tak bezproblemowo puszcza prawie całą kadrę do innego kraju na dwa dni. Może to ze względu na odpoczynek? Gdy znaleźliśmy się w hotelu chwilę jeszcze porozmawialiśmy ze sobą po czym rozeszliśmy się do pokoi. Przeprosiłam wszystkich byłam jednak padnięta. Halvor z Ajdą udali się do mieszkania piętro wyżej, ja do naszego a skoczkowie wraz z Danielem do salonu dla gości. Chłopak zapytał się czy może do mnie przyjść za chwilę. Oczywiście się zgodziłam i skierowałam się w stronę pokoju. Po ciepłej kąpieli, podjęłam się długiej i przyjemnej pielęgnacji skóry i włosów. Siedząc na łóżku przeglądałam internet w celu zorientowania się co prasa ma do powiedzenia na temat dzisiejszego wydarzenia. Czytając wiele artykułów, usłyszałam jak Tande wchodzi do pokoju. Powitał mnie ciepłym, szerokim uśmiechem. Podszedł do mnie nazywając mnie "swoją artystką" i wsunął palce w moje wilgotne włosy. Odsunął z szyi kosmyki i pocałował obojczyk na chwilę się przy tym zatrzymując. Miałam na sobie długi, jedwabny szlafrok. Chłopak lekko odsunął materiał z mojego ramienia i całując moją rękę schodził coraz niżej. Przytrzymałam materiał na biuście. Tande skończył cmokając moje knykcie. Uśmiechnął się do mnie szarmancko i przejechał delikatnie po łydce, zatrzymując się nad kolanem. Niespodziewanie zadzwonił telefon. Daniel odbierając oznajmił, że jest zajęty na co usłyszałam tylko pogwizdywanie i śmiech chłopaków po drugiej stronie. Zaśmiałam się, a razem ze mną Tande. Kazałam mu iść do skoczków. Obiecał, że za pół godzinki jest z powrotem. A ja cmoknęłam go na pożegnanie i wróciłam do wertowania stron internetowych. Jeden z wartościowych dla mnie artykułów udostępniłam w social mediach. Spotkałam się z licznymi gratulacjami ze strony znajomych. Przyjęłam także porady, udzielone od doświadczonych artystów. Parę osób dopytywało o szczegóły, bowiem miało zamiar wybrać się osobiście, co muszę przyznać bardzo mi schlebiało. Odkładając laptopa na nocną szafkę, zobaczyłam w drzwiach Daniela. Oznajmił, że skoczy pod prysznic i zaraz wraca. Uświadomiłam sobie, że jestem w samym szlafroku toteż udałam się do szafy i wyciągnęłam z niej jedwabną halkę w złocistym kolorze. Włosy raz jeszcze rozczesałam i spojrzałam na siebie w lustrze. Wróciłam na łóżko i rozciągając się na nim sięgnęłam po książkę leżącą obok. Była to cienka, norweska lektura, którą kiedyś dostałam od Ajdy i do tej pory jej nie przeczytałam. Czytam naprawdę dużo, jednak o tej zupełnie zapomniałam. Z łazienki wyszedł Tande. W luźnych spodniach z mokrymi włosami przyklejonymi do czoła. Ręcznikiem przecierał jeszcze zwilżony tors i ramiona. Spojrzał na mnie i mnie komplementował. Podziękowałam i rozpoczęłam rozmowę odnoszącą się do jego włosów. Nie odpowiadając mi jednak na pytanie, wysunął mi z ręki książkę uprzednio odkładając ręcznik. Włożył mi pod plecy swoją dłoń i lekko osunął niżej. Swój ciężar wsparł na ramionach i namiętnie mnie pocałował. Wplotłam palce w jego zwilżone, blond włosy. Nasze oddechy połączyły się w jeden. Moje stopy jeździły po miękkiej pościeli, aż w końcu Daniel rozsunął mi delikatnie nogi i założył je sobie na biodra. Bardzo delikatnie odsunął mi z ud halkę, doprowadzając mnie do przyjemnego stanu. Całował mnie po dekoldzie, ustach, nosie. Analogicznie złapałam go za rozbudowane plecy i badałam je swoimi dłońmi. Zatrzymał się na chwilę i szturchając lekko mój nos swoim oznajmił, że jestem jego miłością i szeroko się uśmiechnął. Oczy mi się świeciły z podniecenia. Zamknęłam jego uśmiech namiętnym pocałunkiem wkładając w to całą swoją miłośc do niego. Zsunęłam z siebie materiał i przyciągnęłam chłopaka mocniej. Czułam bicie jego serca, pragnącego wydostać się z jego gorącej piersi. Swoją dłonią wodził po mojej szyi i brzuchu. Z dekoltu zszedł niżej, a ja zatraciłam się w rozkoszy. Zasnęłam objęta przez chłopaka w mocnym uścisku.
Po przebudzeniu poczułam dłoń na nagich plecach. Daniel głaskał mnie po nich, przyglądając mi się uważnie. Powiedział, że nawet nie marzył o tak wspaniałych porankach. Uśmiechnęłam się i cmoknęłam chłopaka w ramię. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki po szlafrok. Daniel leżał zadowolony pochłaniając wzrokiem moje nagie ciało.
-"Dette er ikke en drøm" powtórzył parę razy. A ja nie miałam pojęcia co do mnie mówi. Umyłam zęby, przemyłam twarz i z zarzuconą na ramiona podomką wróciłam do chłopaka. Położyłam się na nim i wtuliłam w jego tors. Oparł brodę o moją głowę i powiedział, że wolał kiedy byłam bez ubrania. Zaśmiałam się i powiedziałam
-"No jasne" Bowiem wcale mnie ta jego wypowiedź nie zdziwiła. Zważywszy na jego zamiłowanie do nagości zdjęłam podomkę i wskoczyłam pod kołdrę. Jeździłam palcami po twarzy chłopaka dokładnie jej się przyglądając. Zarysowałam palcem wszystkie linie, wgłębienia na jego policzkach. Cmoknęłam chłopaka koło ust, lekko się z nim drażniąc. Uśmiechnął się, pozwalając na dalsze "badania". W pewnym momencie gwałtownie wpił się w moje usta bawiąc się kosmykami moich włosów.
Resztę poranka spędziliśmy ze skoczkami i Ajdą. Po śniadaniu w knajpce obok hotelu spakowaliśmy się i wyruszyliśmy na lotnisko. Całą podróż słyszałam jak skoczkowie rzucali hasła lub opowiadali historię o mnie i Danielu. Niby dojrzali, a jak dzieci. Na lotnisku podziękowałam wszystkim raz jeszcze za to co dla mnie zrobili. Bo zdaję sobię sprawę, że nie było to takie proste. Tande odebrał auto z parkingu i podwiózł mnie do domu. Wniósł mi bagaże do mieszkania i pożegnał krótkim
-"Jeg elsker deg"
Zastygliśmym w długim pocałunku. Powiedziałam chłopakowi jak bardzo jestem mu wdzięczna za pomoc, starania jakie włożył w to wszystko. Jak bardzo go kocham i jak bardzo będzie mi go brakować podczas sezonu. Daniel odparł, że na pożegnania i smutek będzie jeszcze czas. I nakazał mi cieszyć się z udanej wystawy i być dumną z siebie, bo on jest ze mnie bardzo. Cmoknął mnie raz jeszcze w usta i odjechał.
Z telefonem przytwierdzonym do szyi, który podpierałam ramieniem przemierzałam salon szybkim krokiem. Zdenerwowana brakiem czasu, z powodu wylotu do Holandiii, szukałam teczki z informacją na temat poszczególnych prac. Każda z nich miała krótki opis, głownie na potrzeby późniejszej archiwizacji dzieł. Daniel zdenerwowany na mnie nadal spokojnym ale poirytowanym głosem kazał mi się uspokoić. Z natury jestem panikarą, pomimo tego iż mam w sobie luz "artysty" to jednak lubię mieć porządek w życiu. Kiedy coś zgubię czy mam się spóźnić bardzo się stresuję i szybko niecierpliwię. Dlatego też tak ciężko było mi przywyknąć do nagminnego spóźnialstwa w Norwegii. Rozłączyłam się i zła na siebie, z twarzą w odcieniu ciemnego burgundu zakładałam buty. Ubrana w to , zarzucając płaszcz na ramiona, złapałam kopertę z biletami w zęby i wyszłam z mieszkania. Przed drzwiami czekał na mnie Daniel. Niebo pokryte było chmurami, z których co jakiś czas pokrapywał deszcz. Przywitałam chłopaka buziakiem, a ten pomógł mi spakować torby do bagażnika. W trakcie jazdy na lotnisko tłumaczył mi, że zaraz po przyjeździe na miejsce pójdziemy do drukarni i powielimy zagubione materiały, dzięki zapisanym projektom. Trochę mnie tym uspokoił , jednak mój naburmuszony humor pozostał. Na parkingu lotniska byliśmy godzinę przed odlotem. Daniel opłacił kilkudniowy postój samochodu w czasie kiedy ja wertowałam dokumenty w telefonie szukając "teczkowych" zapisów. Kiedy w końcu je znalazłam głośno odetchnęłam. Daniel widząc jak bardzo jestem przejęta wyjazdem, objął moją głowę ręką i cmoknął w czubek głowy. Spojrzałam na niego zrezygnowanym wzrokiem i odchyliłam wargi w manifeście mojego niezadowolenia. Daniel uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Czekając na samolot mój ukochany swobodnie ułożył się na moich kolanach. W międzyczasie bawiłam się jego włosami, a on rysował palcem wzory na moim kolanie i kazał odgadywać co właśnie stworzył. Uwielbiam jego infantylność i dojrzałość w tym samym czasie. Ich równowaga wprowadza w moje życie porcję humoru ale i poczucia bezpieczeństwa. Oplótł ręce wokół moich ud i odpoczywał. Na poruszony temat treningu lekko się skrzywił. Odparł, że jest wykończony i że cieszy się na te 3 dni wolnego. W dodatku spędzonego ze mną. Uśmiech wplótł mi sie na twarz. Kiziałam chłopaka po uszach, a ten wydawał z siebie jakieś dziwne ciche dźwięki. Jakby mruczenie? Po odprawie powędrowaliśmy w stronę szybującej maszyny. Gdy wznieśliśmy się ku górze czułam jak oparta o Daniela zasypiam. Ten przeglądał akurat magazyn pokładowy. Na pytanie czy się prześpi odparł, że ma problem z zasypianiem w samolocie. Podczas jego wyjaśnień, kiedy to musi łykać melatoninę, zasnęłam.
Obudził mnie ból w kręgosłupie, który spowodowany był jakże wygodnym ułożeniem ciała. Tande zbeształ mnie za brak kultury, który to przejawia się we mnie gdy tylko coś do mnie mówi. Nie za bardzo rozumiałam o czym do mnie mówi. Mój mózg był jeszcze w sferze przyjemnego snu. Po krótkim namyśle skojarzyłam fakt zaśnięcia podczas monologu chłopaka. Przytuliłam się do jego ręki i cmoknęłam w ramię w ramach przeprosin. Chłopak zaczął się śmiać tym swoim trollowatym śmiechem 6 latki i pokazał mi zdjęcia, które zrobił podczas snu. Zarzuciłam mu, że to nienormalne w jego wieku, jednak ten śmiał się wniebogłosy i nie dawał za wygraną. Kiedy kazałam mu usunąć kompromitujące zdjęcia, oznajmił mi że jestem piękna kiedy śpię i że nie ma zamiaru tego zrobić. Mam wrażenie, że jego aparycja i urok osobisty, przysłaniają mi czasem jego bezczelność. Ale mnie ta jego nieprzyzwoitość tak bardzo kręci. Zbliżał się koniec lotu. Zapieliśmy pasy i złapałam chłopaka za rękę. Nie ze strachu, bo powietrzu czułam się naprawdę dobrze. Chciałam się nacieszyć jego obecnością. To prawdopodobnie nasza ostatnia podróż przed rozpoczęciem sezonu.
Amsterdam był piękny, a pogoda bajeczna. Delikatny wiatr i ostatnie promienie słońca oblewały nasze sylwetki smugą pomarańczu. Do hotelu dojechaliśmy komunikacją miejską. Budynek, przed którego gmachem się znaleźliśmy, był niesamowicie piękny. Szpiczasty dach, prosta zabudowa, stonowane kolory, a obok most łączący ze sobą dwie sąsiednie ulice. Po załatwieniu wszelkich organizacyjnych spraw, pokierowano nas do pokoju. Pomieszczenie było nieduże. Z wysokim sufitem i dużymi oknami. Na ostatnim piętrze, bo o takie poprosiłam przy rezerwacji pokoju. Ze względu na moją miłość do pięknych widoków oraz panoramicznych zdjęć, które najlepiej wychodzą z wysokości. Po rzuceniu się na łóżko, od razu złapałam za telefon i wykręciłam numer do kolekcjonerki. Poinformowałam ją o moim przybyciu, po czym umówiłyśmy się na kolację wieczorem. Było po 18. Daniel leżał oparty na łóżku i przeglądał coś w telefonie. Oznajmiłam mu, że idę się wykąpać. Wyjęłam potrzebne rzeczy z walizki i zdejmując buty zmierzałam do łazienki. Kiedy do niej weszłam nie mogłam wyjść z zachwytu. Piękne, bardzo przestronne pomieszczenie urządzone w odcieniach beżu i ciepłego drewna. Z duża wanną po środku. Pośpiesznie układając rzeczy, które spoczywały w moich dłoniach odwróciłam się w celu zamknięcia drzwi. Ujrzałam opierającego się o framugę Daniela, który swoim nonszalanckim stylem bycia zapytał czy ma się już rozbierać. Najpierw się zaśmiałam, a potem z bezradności upomniałam chłopaka, że skoro tak chętnie chodziłby nago, to po co w ogóle się ubiera. Popatrzył na mnie w ciszy po czym zaczął rozpinać bluzę. Nie skojarzyłam tego czynu z faktem, że za chwile się rozbierze. Zrozumiałam to dopiero kiedy chłopak został w samych spodniach i właśnie sięgał aby je rozpiąć.
-"Ja żartowałam" krzyknęłam i zasłoniłam oczy dłonią.
Daniel nie mógł opanować śmiechu, odgarnął moją dłoń z oczu i namiętnie pocałował, zdejmując mi zwinnie bluzkę wraz ramiączkami biustonosza. Przejechał palcami szyję i zbierając należące do niego części garderoby wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Znowu doprowadził mnie do stanu, kiedy stałam jak wryta, chcąc go mieć na własność, pożądać, dotykać, całować. A co mi pozostało? Samotna kąpiel w wielkiej wannie. Na szczęście miała opcję masażu, więc mogłam się odprężyć. Przez cały czas myślałam o Tande. O tym w jaki stan mnie wprowadza i jak buzuje we mnie krew kiedy stoi obok. Zza drzwi usłyszałam nie głośny dźwięk muzyki. Po przetarciu włosów ręcznikiem, zawinięta w niego wyszłam z łazienki. Daniel gwizdnął na mój widok. Co w zasadzie przewidziałam, więc w odzewie rzuciłam go poduszką. Podczas mojego wybierania stroju chłopak mi się odgrażał, jednak nie brałam tego na poważnie. W końcu rzucił się na mnie i łapiąc mnie za brzuch od tyłu, sprawił że leżałam na łóżku. Pisnęłam i uderzyłam chłopaka w tors. Kazałam mu się uspokoić, a ten dumny z siebie, cieszył się, że odkrył większy kawałek mojego uda. Ubrana w to, zrobiłam sobie staranny makijaż i ułożyłam włosy. Zaraz po tym lekko podnosząc głos, oznajmiłam chłopakowi, że może już skorzystać z toalety. Po upływie niecałych 40 minut byliśmy gotowi. Daniel w koszuli, czarnych spodniach i eleganckich butach wyglądał wybornie. Kiedy wychodziliśmy z apartamentu cmoknął mnie w kark i powiedział, że pięknie wyglądam. Podziękowałam oraz odwzajemniłam komplement. Który był naprawdę szczery, bowiem Daniel wyglądał niesamowicie. Pierwszy raz było mi dane oglądać go w tak oficjalnej wersji. I muszę przyznać, że jestem zakochana. Przeszła mi przez głowę myśl, że muszę podziękować mamie która powiedziała mi abyśmy wrazie czegoś spakowali eleganckie ubrania "bo nigdy nie wiadomo". Wprawdzie byłam niechętna i stwierdziłam, że na pewno nie będzie okazji aby się stroić, to jednak kolejny raz mama miała rację.
Kobieta czekała na nas przed restauracją. Piękne, drewniane wnętrze stylizowane na czasy późnego baroku przyciągało odwiedzających swoją wieloformatowością. Z jednej strony nowoczesny bar z neonami, z drugiej mosiężne, drewniane stoliki. Wszystko jednak było bardzo dopracowane i idealnie się ze sobą komponowało. Zasiedliśmy przy stoliku z rezerwacją i spędziliśmy czas omawiając szczegóły wernisażu, który to miał się odbyć następnego dnia. Daniel pomagał nam w tematach logistycznych, przy okazji świetnie dogadując się z właścicielką muzeum. Przed północą pożegnaliśmy się z kobietą i wróciliśmy do hotelu, bowiem nie mieliśmy już siły na dalsze działania.
Po otworzeniu oczu mój wzrok automatycznie zawiesił się na plecach Daniela. Chłopak siedząc na rogu łóżka przecierał twarz, dając przy tym wyraz swojego niezadowolenia. Na dźwięk mojego głosu, lekko się rozchmurzył. Objęłam go nogami a ręce zaplotłam na szyi, przytwierdzając całe swoje ciało do pleców Daniela. Cmoknęłam go w kark, a ten w odzewie podniósł się i mając mnie na plecach kierował się w stronę kuchni. Sadzając mnie na blacie zabrał się za przygotowywanie śniadania. Nieźle się rządził, jakby był u siebie. Od początku wiedziałam, że jest pewny siebie ale czasem bywał też arogancki i apodyktyczny. Te wady jednak zbytnio mi nie przeszkadzały, bowiem w moich oczach dodawały mu męskości i uroku. Zerkając na zegarek zorientowałam się, że jest przed 7. Daniel miał trening o 8, więc mieliśmy mało czasu, zważywszy na fakt że przejazd do miejsca docelowego w Norwegii zajmuje naprawdę dużo czasu. Chłopak zapytał czy mam ochotę pojechać z nim na trening. Byłam naprawdę zdziwiona, nie wiedziałam czy to legalne. Daniel zapewniał mnie jednak, że to nie problem. Była sobota. Ze względu na moją podwyżkę w pracy, nastąpiły małe roszady. W ten sposób mój grafik obejmował teraz cztery dni robocze oraz piąty naprzemiennie co dwa tygodnie. Po rozmowie z kierownikiem dowiedziałam się, że co prawda ilość godzin się zmniejszyła ale zarobki wzrosły. Co też łączyło się z nadwyżką finansową. Dodatkowo moja premia za dobrze wykonywaną pracę podniosła moje zarobki o niezłą sumę. Bardzo się z tego powodu cieszyłam i byłam z siebie dumna. Dzięki nowemu systemowi oprócz wolnego weekendu miałam do wyboru jeden dzień powszedni. Wybrałam piątek. Na prośbę Daniela szczerze się ucieszyłam. Upewniając się czy to oby napewno nie będzie problemem, pobiegłam do sypialni i przebrałam się w to. Następnie udałam się do łazienki w celu wykonania szybkiego makijażu. Wracając do kuchni, poczułam zapach jajecznicy. Jest to błyskawiczne danie, toteż po zjedzeniu zostało nam parę minut na spokojne wypicie herbaty. Zapytałam Daniela jak się czuję, chwilę rozmawialiśmy. Podziękowałam chłopakowi za pyszne śniadanie i zabrałam się za zmywanie naczyń. Chłopak skoczył do łazienki, a po kilku minutach był już gotowy. Łapiąc za torbę otworzył mi drzwi i przepuścił przed sobą. Skinęłam w podzięce i zmierzałam w kierunku samochodu.
W podróży sprawdziłam wszelkie social media oraz pocztę. Dostałam e-maila od kolekcjonerki sztuki w Amsterdamie, która poinformowała mnie, że instalacja wystawy odbędzie się za tydzień. I zwróciła się z zapytaniem czy przyszła sobota jest odpowiednim dla mnie dniem na wernisaż. Pisnęłam z radości, co na szczęście nie odbiło się na skupieniu Daniela. Pochwaliłam się chłopakowi, który przepełniony dumą uśmiechał się szeroko. Złapał moją dłoń i delikatnie musnął ją swoimi ustami. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Pośpiesznie odpisałam kobiecie, że w stolicy będę już w piątek, w celu przygotowania wystawy. Zapytałam chłopaka czy miałby możliwość pojechać ze mną na weekend do Holandii. Obiecał że zapyta trenera, kiedy już będziemy na miejscu. Rozpromieniona wysiadłam z samochodu i podążając z Danielem weszłam do budynku. Przywitałam się serdecznie z każdym członkiem kadry. Usiadłam w kącie i układając wygodnie nogi, obserwowałam czynności wykonywane przez skoczków. Nie mogłam przestać być pod wrażeniem ich gibkości oraz równowagi. Zachowując przy tym wszystkim maksymalne skupienie i spokój. Nagrałam krótki filmik i wstawiłam na jeden z portali internetowych. Rozciągając się ułożyłam swoje ciało wygodnie, wzdłuż ławki. Wzięłam głęboki wdech i patrzyłam w sufit. Zadzwoniłam do rodziny w celu pochwalenia się nadchodzącą wystawą. Po emocjonującej rozmowie z mamą, która obiecała, że razem z całą rodziną przyjedzie do Amsterdamu, usiadłam na ławce. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał godzinę 10:24. Postanowiłam nie siedzieć bezczynnie w miejscu, tak więc wyszłam na świeże powietrze. To był naprawdę słoneczny dzień. Wiatr lekko unosił moje włosy ku górze. Rozglądając się dookoła uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie znam tego miejsca. Nigdy tu nie byłam, co nie jest szczególnie dziwne, zważywszy na fakt, że w Norwegii mieszkam od niedawna. Po dość długim spacerze ponownie znalazłam się na sali treningowej. Chłopaki mocno zdyszani, pokryci warstwą potu, z wielkim wysiłkiem wykonywali ostatnie czynności treningu. Kiedy ćwiczenia dobiegły końca przybiegli do mnie. Porozmawialiśmy chwilę, Hilde z Halvorem jak zwykle doprowadzli mnie do łez swoim tańcem. Że też mieli na niego siłę, ja od samego patrzenia padałam z nóg. Po tym jak zorientowałam się, że nie ma z nami Daniela rozejrzałam się po sali w celu namierzenia go. Niestety bezskutecznie. Po upływie kilku minut, wykorzystanych na świetną zabawę ze skoczkami, zauważyłam Daniela zawzięcie rozmawiającego z Celina, dziewczyną Johanna. Forfang przywitał ją soczystym buziakiem i objął. Skoczkowie zrobili odruch przypominający obrzydzenie czy degustacje. Po tym jak się pożegnaliśmy spojrzałam na rozbawionego Daniela. Wsiedliśmy do samochodu, a chłopak z dumą w głosie oznajmił, że w piątek lecimy do Amsterdamu. Całą podróż emocjonowałam się na myśl o nadchodzącej wystawie. Pod salonem samochodowym byliśmy przed 16. Daniel pomógł mi wybrać auto. Dzięki wyjaśnieniom przedstawiciela firmy oraz jeździe próbnej, zdecydowałam się na kupno danego samochodu.
Daniel wysadził mnie pod domem i odprowadzając mnie pod drzwi, zapytał, czy zechcę mu towarzyszyć wieczorem. Zanim się zgodziłam stanęłam na palcach, objęłam twarz chłopaka dłońmi i spojrzałam mu głęboko w oczy. Daniel objął mnie w pasie i staliśmy tak w bezruchu, aż w końcu chłopak ugryzł mnie w nos. Zrobiłam przy tym minę zmarszczonego trolla, co doprowadziło Tande do łez. Żegnając się oznajmił, że będzie wieczorem. Oczywiście, nie podając konkretnej godziny. Przecież to takie nie w jego stylu. W domu przygotowałam projekt ulotek, które zostaną rozdane podczas wernisażu. Oficjalnie wysłałam parę zaproszeń do znajomych. Na mojej liście znaleźli się skoczkowie z partnerkami, przyjaciele z Polski, Ajda oczywiście oraz współpracownicy. Przez parę minut oglądałam telewizję wylegując się na kanapie. W międzyczasie zjadłam sałatkę i zadzwoniłam do Ajdy. Po dość długiej rozmowie udałam się do łazienki. Po kąpieli oraz rutynowych czynnościach pielęgnacyjnych, ubrałam się w to. Ułożyłam włosy, pomalowałam usta a wszytsko to zwieńczyłam nutą perfum. Włączyłam muzykę, która rozbrzmiewała w tle. Korzystając z chwili wolnego umówiłam się do kosmetyczki oraz fryzjera w przyszłym tygodniu. Niedługo po tym usłyszałam dzwonek do drzwi. Ujrzałam dość niecodzienny widok. Daniel w koszuli trzymający kwiatka w ręku uśmiechał się szarmancko podtrzymując cięzar ciała na jednej ręce, która chwilowo opierała się na framudze drzwi. Zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową. Cmoknęłam chłopaka w policzek, złapałam za torebkę i wyszłam z mieszkania. Daniel nie stronił od komplementów w moim kierunku. Były one jednak wyszukane i adekwatne do sytuacji, zreszta jak zawsze. Nigdy nie usłyszałam w swoim kierunku jakiegoś tandetnego komentarza, nijak mającego się do sytuacji. Naprawdę tego nie lubię, a mężczyźni którzy tak robią kojarzą mi się z "burakami". Dla których największą frajdą jest łatwe zdobywanie, nie wymagające od nich choć odrobiny zaangażowania. W trakcie jazdy samochodem Daniel lekko musnął moje udo wewnętrzną stroną dłoni. Przeszły mnie ciarki. Każdy jego dotyk mogę porównać do prądu. Całkowicie paraliżujący moje ciało i umysł. Lekko klepnęłam dłoń chłopaka, karcąc go w żartach. Lekko się zarumienił. To chyba pierwszy raz, kiedy doprowadziłam go do nieśmiałości. Przyznaję, że był to widok urokliwy. Zatrzymaliśmy się na wzgórzu. Nieoświetlona płaszczyzna rozciągająca się przed nami, zakończona była światłami miasta. Piękny widok na panoramę Oslo. Skrzywiłam się na myśl, że muszę przejść po trawiastym podłożu w szpilkach. Po kilku krokach, zrezygnowana zdjęłam buty. Chłopak przeprosił, że nie powiedział dokąd mnie zabiera. Przez co wystrojona przemierzałam oblaną ciemnością przestrzeń. Z samochodu Tande wyciągnął jakiś worek i wziął go pod pachę. Kierował się w stronę urwiska nad miastem. Kiedy znaleźliśmy się na jego końcu chłopak rozłożył na ziemi koc. Zapalił lampy i podał mi rękę w geście pomocy. Usiadłam na kocu i obserwowałam chłopaka, który z torby wyciągnął szampana i dwa kieliszki. Uśmiechnęłam się i odłożyłam buty obok siebie. Daniel w trakcie rozmowy o tym jak piękne jest to miejsce, otworzył napój i wzniósł toast. Za moje sukcesy w pracy, te w kawiarnii jak i związane ze sztuką. Kiedy rozniósł się dźwięk kieliszków upiłam łyk trunku i szeroko uśmiechnęłam się do chłopaka, w geście podziękowania. Rozmawialiśmy o planach na przyszłość. O sezonie który rozpocznie się za niecałe dwa miesiące. O mojej wystawie, nowym samochodzie. Daniel kiział mnie przy tym po całej długości ręki. Było to bardzo odprężające, aż przeszedł mine przyjemny dreszcz. Poczułam tak ogromną chęć połączenia się z chłopakiem w jedność. Chciałam poczuć jego oddech wtapiający się w mój. Jego dłonie wędrujące po moich plecach, udach. Nagle chłopak jakby czytając w moich myślach wsunął rękę w moje włosy, drugą łapiąc za talię. Ułożył mnie na plecach, przenosząc ciężar swojego ciała na ręce. Znajdujące się obecnie na wysokości moich uszu. Podwinęłam lekko nogi, kiedy poczułam jego miękkie usta na swojej szyi. Pocałunkami wędrował po całym dekoldzie, jednak z umiarem, szczyptą niepewności co bardzo mnie urzekło. Wplotłam dłoń w jego włosy, drugą podwinęłam koszulę i jeździłam po umięśnionych plecach. Po upływie parunastu minut, kiedy nasze oddechy definitywnie zaczęły ze sobą współgrać. Położył się koło mnie na wznak i wspólnie oglądaliśmy gwiazdy. Przez chwilę byłam otumaniona. Chłopak zaczął opowiadać śmieszne anegdoty ze "skoczkowego świata", doprowadzając mnie do płaczu. Kiedy słyszałam jego charakterystyczny śmiech, który brzmiał jakby conajmniej się topił, nie mogłam złapać oddechu. Po upływie kilku godzin oboje zmarzliśmy, więc Daniel odwiózł mnie do domu.
Czas, który Daniel określił mianem, "20 minut" przeciągnęło się do ponad godziny, przez co byłam trochę zdezorientowana. Dodatkowo przyczyniła się do tego paskudna pogoda. Za oknem padał rzęsisty deszcz, dając do zrozumienia że nadeszła jesień. Chłopak nie odbierał ode mnie telefonu. Kiedy w końcu się do niego dodzwoniłam powiedział, że przeprasza i że będzie za parę minut. Po dość długiej kąpieli, przebrana w koszulkę i krótkie, dresowe spodnie zmierzałam w stronę salonu. Nastawiłam wodę na kawę, bowiem powieki samoistnie mi się zamykały. Ze świadomością, że Daniel nie wpadnie niespodziewanie, aż dziwnie się poczułam. To było takie niecodzienne. Zebrałam wszystkie leżące na łóżku ubrania i powiesiłam je w szafie. Poukładałam zdjęcia w salonie, na co wiecznie brakuje mi czasu i motywacji. Zerkając na zegarek, uświadomiłam sobie że jest po północy. Byłam zła na siebie, że postąpiłam tak lekkomyślnie i zadzwoniłam do skoczka o tak późnej porze. Zdając sobie doskonale sprawę, że następnego dnia, rano ma trening. Podchodząc do blatu kuchennego rozejrzałam się po czystym salonie i dumna z siebie zrobiłam dwie porcje czarnej kawy ze spienionym mlekiem. Uznałam wówczas, że na czarną jest trochę z późno. Niby kawę pije się w godzinach porannych, ja jednak lubię napić się tego napoju wieczorem. Niedługo po tym jak rozsiadłam się na kanapie z laptopem na kolanach i kubkiem w ręku, usłyszałam dzwonek do drzwi. Odłożyłam porcelanowe naczynie, z którego nie upiłam nawet łyka i leniwym krokiem zmierzałam w ich kierunku . Daniel z torbą na plecach przywitał mnie rozchylając ręce, w oczekiwaniu na uścisk. Był lekko przybity, co dało się wyczuć po jego zrezygnowanym głosie. Zarzucając torbę z ramion na pytanie dlaczego ją ze sobą przytaszczył, odpowiedział że dopiero teraz wraca z treningu. Faktycznie gdy spojrzałam na niego wyglądał na przemęczonego. Pogłaskałam go po zsiniałych policzkach i cmoknęłam czule. Chcąc wydostać się z uścisku, poczułam jak chłopak jeszcze mocniej okala mnie rękami. Tak jakbym miała się rozpłynąć. Jakbym była czymś ulotnym, co w tym momencie trzyma go jeszcze na nogach. Przejechałam dłońmi po jego spiętych łopatkach pod bluzą, delikatnie je przy tym masując. Kazałam chłopakowi wejść i zdjąć przemokniętą bluzę. Od razu poprawił mu się humor, a usta ułożyły się w szeroki uśmiech.
Ze snu wyrwał mnie dotyk dłoni, zanurzającej się w moich włosach. Chłopak delikatnie muskał moje policzki swoimi długimi palcami. Gdy skupiłam swój zaspany wzrok na jego błękitnych tęczówkach, uśmiechnął się. Na pytanie o długość mojego snu Daniel odpowiedział, że około godzinki. Zrobił to ze stoickim spokojem, a przecież było po 3 w nocy. Na przeprosiny z mojej strony lekko się oburzył, przypominając mi, że nie miałam pojęcia o przedłużonym treningu. Przeciągnęłam się i sięgnęłam po telefon. W końcu zapytałam chłopaka czy zostanie u mnie na noc. Było naprawdę późno, chłopak był zmęczony a ja naprawdę nie chciałam się z nim rozstawać. Tande zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową w geście niedowierzania.
-"Nie sądziłem, że jesteś taka bezpośrednia" ożywił się niesamowicie, wypowiadając te słowa. Złapał moją twarz w dłonie i pocałował w usta. Zaśmiałam się na głos, kiedy lekko gilgotał mnie w talii.
-"Nie mógłbym Ci odmówić. Potowarzyszę Ci dziś wieczorem, a rano pojadę na trening." Zmartwiony opowiedział mi o tym jak ciężko teraz trenują z powodu nadchodzącego sezonu. Po kilkuminutowej rozmowie, na prośbę chłopaka wszystkie oferty na laptopie oznaczyłam jako zakładki. W tym samym czasie Tande poszedł się wykąpać. Po tym jak odłożyłam laptopa i rozłożyłam kanapę, ujrzałam chłopaka kierującego się w moją stronę. W dresach, które jak przypuszczam były zapasowymi na trening. Znów miał nagi tors, jednak tym razem nie zawstydziłam się jak poprzednio. Przeczesał dłonią swoje mokre blond włosy i lekko zwilżonym, jeszcze gorącym ciałem przytulił mnie od tyłu. Całując mnie przy tym w policzek i dziękując za pościelane łóżko. Chcąc zachować jakieś zasady pocałowałam chłopaka na dobranoc i udałam się do sypialni. W pomieszczeniu przebrałam się w pidżamę składającą się z bokserek i dość luźnej bluzki. Przeciągnęłam się i wskoczyłam pod kołdrę. Nagle do sypialni wparował Daniel i nie słuchając moich upomnień, wsunął swoje ręce pod moje plecy i nogi. Jednym, stanowczym ruchem podniósł mnie i zaniósł do salonu. Położył się koło mnie, przykrył nas kołdrą i oznajmił że nie może spać sam bo się boi. Słysząc to złapałam za poduszkę i z impetem zdzieliłam chłopaka w twarz. Złapał mnie mocno i ułożył swoją głowę na mojej klatce piersiowej. Objął mnie w talii i cmoknął w szyję. Odetchnął głośno i szepnął:
-"Dziękuję, że zadzwoniłaś".
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam firanki lekko oświetlone światłem słonecznym, które dopiero co wznosiło się ku górze. Przetarłam zaspane oczy dłonią. Przeczesałam włosy palcami i usiadłam na łóżku. Uświadamiając sobie co wydarzyło się w moim życiu w przeciągu ostatnich tygodni sprawiło, że serce biło mi szybciej i miałam ochotę krzyczeć ze szczęścia. Od kilku dni mogłam oficjalnie przyznać sama przed sobą, że jestem ukochaną Daniela Andre Tande. Do ręki wzięłam telefon leżący na stoliku obok łóżka. Było przed 6. Asekuracyjnie sprawdziłam czy oby napewno Daniel nie napisał. Wyświetlacz telefonu wyglądał jak zwykle, toteż wyłączyłam budzik nastawiony na godzinę 7, wiedząc że już nie zasnę. Pościelałam łóżko i powolnym krokiem, przciągając się jednocześnie zmierzałam w stronę łazienki. Wychodząc z ręcznikiem na głowie i w satynowej koszulce, przemierzałam kuchnie przygotowując śniadanie. Zaparzyłam porcję czarnej kawy, przygotowałam placki jogurtowe i posypałam owocami. Udekorowałam je miętą i anyżem. Włączyłam telewizor i siedząc przy wysokim blacie pomiędzy kuchnią a salonem oglądałam wiadomości. Akurat transmitowano norweską, poranną telewizję. Do pracy miałam na godzinę 9. Wykorzystując wolny czas posprzątałam w kuchni i usiadłam na kanapie przeglądając nowy magazyn modowy. Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi. Zmierzając w ich kierunku okryłam się herbaciano różowym, welurowym szlafrokiem i je otworzyłam. Ujrzałam wysokiego chłopaka ubranego w szare dresy i turkusową bluzę. Stał oparty o framugę drzwi jedną ręką, ze skrzyżowanymi nogami. W drugiej dłoni trzymał bukiet składający się z pięciu białych goździków. Uśmiechnęłam się szczerze kiedy go zobaczyłam i rzuciłam mu się na szyję. Cmokając go przy tym czule. Zamykając za sobą drzwi jedną dłonią przysunął mnie do siebie, a drugą delikatnie złapał szyję. Kciukiem zaznaczył linię mojej górnej wargi po czym złożył na niej jeden długi pocałunek. Stanęłam na palcach i mierzwiąc jego włosy cmokałam go po policzkach, nosie kierując się ku ustom. Na koniec mocno go uścisnęłam. Podziękowałam za piękne kwiatki i udałam się do kuchni w celu włożenia ich do wazonu. Po chwili usłyszałam, że pięknie wyglądam. Zaśmiałam się na głos, bowiem właśnie przypomniałam sobie że jestem w szlafroku. Zdjęłam ręcznik z głowy i odwiesiłam na miejsce. Zawstydziłam się i przeprosiłam chłopaka, że przywitałam go w takim stanie. Odpowiedział tylko, że "w takim stanie" jestem jeszcze piękniejsza i objął mnie od tyłu swoimi długimi, silnymi rękami. Oparłam policzek na jego ręce i zamknęłam oczy. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Daniel odgarniając mi mokre kosmyki włosów z twarzy ułożył swój policzek na moim. Na pytanie czemu nie uprzedził mnie przed przyjściem. Odpowiedział, że lubi oglądać mnie w codziennych sytuacjach. Kiedy nie mam czasu się naszykować. Tak naprawdę bardzo lubię jego spontaniczne wizyty, ale wstyd mi za większość moich kreacji gdy mnie zastaje. Wiecznie w pół negliżu. Zapytałam czy napije się kawy, na co odparł skinieniem głowy. Przelewając czarny napój do szklanki spojrzałam na Tande. Stał do mnie tyłem i opierając się o kanapę słuchał reporterki w telewizji. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Był taki majestatyczny. Jego jasne włosy opadały na mocno zarysowane kości policzkowe, a usta układały się w szeroki uśmiech. Zauważył, że się w niego wpatruje. Podszedł do mnie i zapierając się rękami spoczął na wysokim blacie, przyglądając się jak kończę przygotowywać kawę. Wręczyłam chłopakowi szkankę i poleciłam się rozgościć. Oznajmiając, że muszę się szykować do pracy. Chłopak złapał mnie za rękę i przytulił ją do twarzy. Cmoknął i z miną zbitego psa wypuścił z uścisku. Przeniósł się na kanapę i rozciągając się umieścił nogi na oparciu. Z łazienki mówiąc pół krzykiem zapytałam czy nie ma dziś treningu. Odpowiedział, że się wybiera, po tym jak odprowadzi mnie do pracy. Uśmiechnęłam się do siebie i buszując po sypialni ubrałam się w to. Wychodząc z sypialni zapinając pasek od spodni, udałam się do łazienki w celu zrobienia delikatnego makijażu. Wszystko zwieńczyłam perfumami o świeżo-kwiecistej nucie. Tande leżał rozłożony z rękami splecionymi za głową. Zakładając buta cmoknęłam go w czoło i wyłączyłam telewizor. Powiedział, że zakochał się w moich żółtych spodenkach. Oboje się zaśmialiśmy i zmierzaliśmy w kierunku drzwi wyjściowych. Chłopak znowu przepuścił mnie w drzwiach. Co nie umknęło mojej uwadze. To naprawdę niespotykany widok w Norwegii. Trochę zawstydzona zapytałam chłopaka czemu przepuszcza mnie w drzwiach. Odpowiedział, że będąc w Polsce dowiedział się, że u nas jest to pewnego rodzaju okazanie szacunku kobiecie. Dlatego też zawsze przepuszcza mnie w drzwiach. Uznałam, to za mega słodkie.
Rozmawialiśmy całą drogę do pracy. Daniel podwiózł mnie pod kawiarnię swoim samochodem. Na pożegnanie dał mi soczystego buziaka i odjechał. Dzień był naprawdę upalny. Wchodząc do kawiarni przywitałam się ze wszystkimi pracownikami. Przebrałam się i przygotowałam do pracy. Tego dnia klienci naprawdę dali mi w kość. W przerwie oddzwoniłam do Ajdy, która próbowała się ze mną skontaktować. Umówiłyśmy się, że wieczorem ją odwiedzę. Zmęczona po pracy wsiadłam do metra i zmierzałam w kierunku domu przyjaciółki. Po drodze kupiłam opakowanie lodów. Chwilę po tym zapukałam w drzwi dziewczyny, która jak zwykle przywitała mnie szerokim uśmiechem i mocnym uściskiem. Rozgościłam się siadając obok Halvora, który właśnie przebywał u siostry. Z góry zeszła ukochana chłopaka, którą w końcu miałam okazję poznać. Długonoga blondynka, młodsza od nas o 3 lata przyłączyła się do gry w planszówki, które rozłożyliśmy. Skusiłam się na ciemne piwo i pistacje. Wieczór upłynął w naprawdę miłej atmosferze. Nawet nie wiem kiedy minęła północ. Postanowiłam się zbierać. Halvor oczywiście nie dopuścił, abym wracała o tej porze do domu metrem. Więc sprawnie pobiegł po samochód, kiedy ja żegnałam się z dziewczynami. Podziękowałam za gościnę i wyszłam. W trakcie podróży chłopak parę razy inteligentnie podpytywał o moją relację z Danielem. Domyśliłam się, że jego pytania o to czy sama spędzam całe dnie, nijak się miały do jego ciekawości. Szturchnęłam Havora w ramię, domyślając się że o wszystkim dobrze wie, tylko się ze mną droczy. Gdy znalazłam się pod domem, podziękowałam chłopakowi za podwózkę i uściskałam go na pożegnanie. Przekraczając próg domu usiadłam na kanapie i pod wpływem impulsu zaczęłam przeszukiwać oferty z samochodami. Miałam już dość tego, że ciągle korzystam z czyjejś uprzejmości. Wprawdzie na koncie nie miałam kwoty, która pozwalałaby mi kupić moje wymarzone auto, jednak zdałam sobie sprawę że naprawdę go potrzebuję. Zadzwoniłam do Daniela z nadzieją na jakąś poradę ze strony chłopaka. Na samochodach znał się na pewno lepiej niż ja. Zresztą często słyszę jak z chłopakami rozmawiają na ten temat. Po dość długiej rozmowie przez telefon, nie mogąc za bardzo się dogadać. Usłyszałam z ust Daniela słowa, które brzmiały:
-"Będę za 20 minut. Nie zasypiaj."
Dni bez chłopaków obok, były czasem neutralnym jednak z dodatkiem odrobiny smutku. Zgodnie z obietnicą obejrzałam każdy konkurs z Lahti. Gdy chłopaki zajęli 2 miejsce w drużynówce prawie zemdlałam. Od razu zadzwoniłam z gratulacjami. Niestety nic nie było słychać, toteż zmuszona byłam smsować z Danielem. Oglądając powtórkę uśmiechałam się do telewizora, widząc jak kamerzysta relacjonujący zawody kieruje kamerę na Tandego zacięcie stukającego w telefon. Pomimo smutku związanego z wyjazdem skoczków, wykorzystałam ten czas na poukładanie wielu spraw prywatnych. Za naprawdę dużą zapłatą firma przewoźnicza, przetransportowała moje obrazy do poszczególnych domów sztuki z którymi miałam podpisaną umowę. Dostałam prywatne zlecenie na dwa obrazy dla rodziny z Oslo. Kobieta poprosiła galerię o kontakt ze mną. A kiedy doszło do skutku nie stroniła od licznych gratulacji oraz pochwał. Było to dla mnie bardzo inspirujące spotkanie. Kobieta to zagorzała historyczka sztuki, która uwielbia sztukę współczesną. Najbardziej zaskakujący okazał się być koniec naszego spotkania, kiedy to zaproponowała mi wernisaż u niej w galerii znajdującej się w Sztokholmie. Niesamowicie zaskoczona, bez zastanowienia się zgodziłam. Moje prace miały zostać przetransportowane na początku następnego tygodnia. To był jedyny warunek. Jednak jakże istotny. Po spotkaniu pełna nadziei i chęci do pracy, metrem pojechałam do sklepu plastycznego. Jednak o pomoc w powrocie do domu zmuszona byłam poprosić Ajdę. Nie sposób byłoby nieść kilkunastu wielkich płócien. Moje prace to głównie duże gabaryty. Kiedy dziewczyna zatrzymała się przed sklepem, zapakowałam dopiero co kupione przedmioty i wsiadłam do metalicznie błękitnego samochodu. W drodzę odbyliśmy krótką pogawędkę i wspólnie zaśpiewaliśmy kawałki lecące z samochodowego radia. Przed wejściem do mieszkania zapraszałam dziewczynę na herbatę, ta jednak śpieszyła się do domu. Raz jeszcze podziękowałam za pomoc i wtaszczyłam zapakunek do domu. Ajda pomogła mi jeszcze wnieść płótna, po czym odjechała.
Na kilka dni moje mieszkanie zamieniło się w pracownię malarską. Po powrocie z pracy zrobiłam podmalówki, a w sobotę i niedzielę dopracowywałam pracę. Pod koniec weekendu w niedzielę, kiedy akurat kończyłam ostatni obraz. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Z pędzlem w buzi i muzyką z lat 80, lecącą w tle zmierzałam w ich kierunku. Kolejny raz stałam się "ofiarą" zaskakującego Tande. Który to radośnie stał przede mną, spoglądając na mnie z góry. Byłam na boso, a chłopak stojąc przed drzwiami uśmiechnął się na widok mojego zdezorientowanego wyrazu twarzy oraz z przebierania nogami na zimnej podłodze. Tym razem jednak od razu skorzystał z propozycji rozgoszczenia się. Nie wiem czy ze względu na szczerą chęć, czy na litość w kierunku do mnie i moich skostniałych stóp. Drepcząc po ciepłej, drewnianej już posadzce poinofrmowałam chłopaka, że z chęcią ugoszczę go herbatą, jednak dopiero gdy skończę obraz. Moje mało gościnne zachowanie wynikało z faktu, iż farby których używałam schły w zatrważającym tempie. Toteż pozostawienie ich na dłuższą chwilę skutkowało grubą warstwą skorupy. Chłopak poszedł do kuchni i nastawił wodę. Poinformował mnie, że sam się ugości, ale odpłacę mu za to dwukrotnie. Nie wiem co miał na myśli, więc stanowczo zaprzeczyłam. W czasie kiedy malowałam, Daniel chodził po salonie i w skupieniu analizował, każdą z moich prac. Nic nie mówił, ja też milczałam. Skupiona byłam na obrazie, który właśnie skończyłam. Nagle w tle zaczęła rozbrzmiewać moja najukochańsza piosenka ze wszystkich "Hungry Eyes" z Dirty Dancing. Może i oklepany film ale mój ukochany, co by się nie działo. Odłożyłam pędzle i wstając zaczęłam gibać się do piosenki ruchami rodem z lat 80. Tande tanecznym ruchem udając Patrica Swayze zmierzał w moim kierunku. Uniosłam ręce, a Daniel swoimi dłońmi przejechał moje uniesione ręce, kierując się w dół. Obrócił mnie i stał zaraz za mną. Czułam jego oddech na szyi. Serce biło mi szybciej. Obrócił mnie raz jeszcze i tańczyliśmy całkowicie zatraceni w melodię. Wspólnie śpiewaliśmy tekst piosenki, którą znaliśmy na pamięć. Nigdy nie wątpiłam w taneczne zdolności Daniela, ale jego ruchy po prostu mnie zachwyciły. Nie każdy potrafi się odnaleźć w muzyce z lat 80. To wszystko sprawiło, że uśmiechałam się od ucha do ucha. Bawiłam się naprawę świetnie. Gdy piosenka ucichła ukłoniliśmy się sobie wzajemnie. Po czym Tande wrócił do kuchni tanecznym krokiem, a ja zaczęłam sprzątać miejsce pracy. Obrazy ułożyłam w rogu pokoju. Sciany owinięte folią służyły jako stojak. Resztę narzędzi odłożyłam na miejsce. Kiedy powiedziałam chłopakowi, że idę się wykąpać. Powiedział, że teraz to zrobił dla mnnie herbatę i muszę z nim wypić. Usiedliśmy więc wspólnie na kanapie i rozmawialiśmy. Opowiedział mi o wszystkim co wydarzyło się w Lahti. W pewnym momencie zaczął pocierać dłonią o mój dekolt, ścierając z niej resztki błękitnej farby. Delikatnie wplótł swoje palce w moje w celu zabrania ode mnie kubka z ciepły napojem. Odłożył je na ławę znajdującą się obok kanapy. Do tej pory siedzieliśmy obok siebie, a ja oparta o narożnik trzymałam nogi na jego kolanach. Jak to już zwykliśmy robić. Po tym jak Tande odłożył szklane naczynia, sprawnym ruchem zdjął moje nogi z kolan i sprawił, że znalazłam się tuż obok niego. Delikatnie wsunął swoją dłoń w moje włosy, muskając przy tym moją szyję. Spojrzał na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami, po czym połączył nasze usta w jedność. Ogarnęło mnie przyjemne ciepło, czułam jak się rozpływam. Kciukiem musnął mój policzek, po czym ponowił pocałunek. Jego usta były tak miękkie i soczyste, że chciałam aby dotykały mnie już zawsze. Swoje pocałunki przeniósł na policzki, następnie nos. Wsunął swoją silną rękę pod moje plecy i ułożył mnie zdecydowanym ruchem na kanapie. Układając się wygodnie na mnie. Ciężar podpierał swoimi ramionami, patrząc mi głęboko w oczy. Nie mogłam złapać oddechu, nie chciałam. Szumiło mi w uszach. Patrzyłam na niego jak na bóstwo. Delikatnie przejechałam palcami po jego policzku, chcąc upewnić się czy oby napewno wszystko to co się dzieje jest prawdziwe.
-"Marzyłem o tym od kąd tylko poleciałem do Lahti". Te słowa sprawiły, że pragnęłam go bardziej niż kiedykolwiek. Wplotłam swoje dłonie w jego blond włosy i przyciągnęłam do siebie. Wręcz wtopiłam się w jego usta. Czułam bicie jego serca, a on czuł moje. Z ust przeszedł na szyję, a ja wygięłam się do tyłu. Wysunęłam się z jego objęć i zleciałam na podłogę. Krzyknęłam, że uciekam się kąpać, na co odparł krótko, że nie ma mowy. Poczułam jego silne, żylaste dłonie na swoim brzuchu i czułam jak lecę do tyłu. Prosto w jego objęcia na podłogę. Leżałam na nim chwilę. Uśmiechaliśmy się do siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Dłońmi jeździł po moich gołych plecach. Miałam wyciętą koszulkę. Dłonią złapał mnie za szyję i ugryzł w nos. Nie mogłam nic powiedzieć, bo znów obdarzył mnie tym swoim pięknym, szczerym uśmiechem. Zatraciłam się w nim totalnie. Czułam się jak w śnie. Na zwiotczałych nogach poszłam do łazienki. Zanim wzięłam naprawdę lodowaty prysznic, długo patrzyłam w lustro, nie mogąc uwierzyć w to co się wydarzyło. Chłopak moich marzeń. Chodzący ideał, na widok którego nie wiem jak się nazywam. Właśnie powiedział mi, że mu na mnie zależy. Że marzył o mojej bliskości. Wykąpana i roztrzęsiona zapomniałam o codziennej pielęgnacji skóry, włosów. Wybiegłam z łazienki, chcąc jak najszybciej znów znaleźć się obok Tande. Stał koło telewizora i przeglądał moje fotografie.
-"Kiedy uwiecznisz mnie na papierze?" Zapytał z tą swoją typową nonszalancką pewnością siebie. Chciałam odpowiedzieć mu jakąś inteligentną ripostą, jednak mój mózg myślał tylko o tym jaki jest piękny kiedy się uśmiecha. A robił to naprawdę cały czas.
-"Chodź tu, muszę się Tobą nacieszyć". Powiedział, po czym podszedł do mnie, rozkładając szeroko ręce. Objął mnie nimi w momencie kiedy do niego podbiegłam. Jest ode mnie wyższy o głowę, toteż mój wzrok skierowany ku górze dokładnie analizował każdy detal na jego twarzy. Objęłam jego szyję i stając na palcach cmoknęłam. Wkładając w ten pocałunek całe swoje serce. Odwzajemnił go i trwaliśmy tak jeszcze dłuższą chwilę. Przytulił mnie i nie chciał puścić. Muzyka wciąż wypełniała nasze uszy. Daniel obkręcił mnie i tańczyliśmy do kilku kolejnych piosenek. Bawiąc się przy tym niesamowicie i śmiejąc się wniebogłosy. Zmęczeni usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Opowiedziałam mu o wystawie w Sztokholmie. Był bardzo dumny i podekscytowany. Od razu zaoferował swoją pomoc. Chciałam, żeby został u mnie na noc. Jednak powiedział mi, że z lotniska pojechał do domu zawieść walizki i od razu przyjechał do mnie. Przez cały pobyt w Lahti za mną tęsknił. Uznałam, że to mega słodkie i pocałowałam go raz jeszcze. Odprowadzając go do wyjścia szłam tak, jakbym lewitowała. W drzwiach nie mogłam go wypuścić z objęć. Kiedy w końcu zamknęłam drzwi, starałam się przygotować do pracy. Z marnym skutkiem. Wzięłam więc do ręki telefon i cały wieczór spędziłam pisząc z Danielem. W międzyczasie pomalowałam paznokcie i posprzątałam kuchnię. Niedługo potem zasnęłam.
Siedząc na tylnym siedzeniu vana odwożącego norweską kadrę na lotnisko, moje nogi stykały się z nogami Daniela. Normalna rzecz, przecież takie zjawiska obserwuje prawie codziennie. Jednak byłam nim tak oczarowana, że każdy jego ruch był dla mnie czymś nierealnym, wręcz mistycznym. Niestety jestem osobą całkowicie irracjonalną jeśli w grę wchodzi uczucie. A chyba to właśnie tym darzyłam chłopaka. Dwa dni temu po imprezie, w momencie kiedy zostałam w domu sama. Zebrało mi się na przemyślenia. I choć wiem że Daniel jest typem "łamacza serc" to ciągnie mnie do niego niesamowicie. W końcu sama przed sobą przyznałam, że żywię jakieś uczucie do Tande. Postanowiłam jednak nie dawać tego po sobie znać. Z wiadomych przyczyn. Znam go naprawdę krótko, nie cieszy się opinią "golden boy'a", a jego zachowanie wobec mnie może okazać się rozczarowaniem. Bowiem zachowuje się tak w stosunku do każdej kobiety. Nie chcąc robić sobie zbytnich nadzieji, przysięgłam sobie że postaram się poznać Daniela jak tylko to będzie możliwe. Jednak jak tylko go zobaczyłam, czułam się spięta i zawstydzona. Na szczęście w porę potrafiłam sobie przetłumaczyć, że mam 20 lat i nie mogę się zachowywać jak napalona 13-latka. Przybrałam, więc postawę neutralną i po kilku minutach rozmowy z chłopakami czułam się już bardzo swobodnie. Trener z asystentami załatwiali ostatnie sprawy związane z podróżą. Chłopaki pakowali swoje bagaże, a ja dostałam zezwolenie na towarzyszenie sportowcom w drodze na lotnisko. W trakcie jazdy przeszła mnie myśl, jak niesamowicie wielkie mam szczęście. Począwszy od wejścia na teren zamknięty w Zakopanem, po wycieczki vanem z norweską kadrą. Przez głowę przeszła mi również myśl "Czy to wogóle jest legalne?". Jednak skoro trener główny widząc, że odprowadzam Halvora i Hilde taszczących bagaże do busa, zaproponował abym towarzyszyła im w podróży. To chyba nie łamał przepisów. Z rozmyślań wyrwał mnie rozemocjonowany Halvor, przeżywający swoją pierwszą podróżą do Azji. Czytał przeróżne artykuły o warunkach tam panujących. Pytał starszych kolegów o porady dotyczące asymilacji ze zmianą czasową. Generalnie mówił prawie całą drogę. Tego dnia byłam przybita. Tak naprawdę sama nie wiem dlaczego. Moje życie jest teraz wymarzone, idealne. Jednak czułam, że gdy pożegnam chłopaków na lotnisku. To tak jakbym rozszczepiła się na wiele części i jedną z nich wysłała na drugi koniec świata. Nie chcąc być cnotliwą, czego bardzo nie lubię a czułam, że zbliżam się do takiego stanu, przyłączyłam się do rozmowy odnośnie Pyongyangu. Hilde zdziwiony tym, że nie śpię, pokazał mi filmiki na telefonie, które ewidentnie dostarczały mu dużą porcję rozrywki. Pomiędzy mną a skoczkiem siedział Tande, który na pytanie czy może się przesiąść. Z uśmiechem, stanowczo zaprotestował. Toteż musiałam się zginać prawie w pół, zreszta tak samo jak Tom w celu obejrzenia kolejnego wideo z wyświetlacza. Na pytanie czemu nie chce się przesiąść odpowiedział, że musi masować moje łydki. Co było tak dziwną i zaskakującą odpowiedzią, że każdy kto spojrzał na chłopaka parsknął śmiechem i nic nie odpoweidział. Tande zdecydowanie zadowolony z siebie, jedną ręką podniósł moje nogi i położył na swoich kolanach. Wcale tego od niego nie oczekiwałam. Łydki miały się dobrze, a nawet wspaniale. Domyśliłam się, że był to pretekst, żeby siedzieć koło mnie, i bezkarnie mnie dotykać. Bo przecież to ja, nie kto inny, narzekałam na ból w nogach. Pozostali widząc poczynania Tande głośno komentowali jego zachowanie, co jakiś czas pogwizdując i sprawiając, że miałam ochotę ich udusić. Po upływie kilku minut, które starałam się wykorzystać na totalne odprężenie, poinformowałam chłopaka, że wcale tego nie potrzebuję. Odpowiedział mi krótkim spojrzeniem i stwierdzeniem, że on wie lepiej. Zaczęliśmy się śmiać. Uderzyłam Tande zaciśniętą ręką w ramię, robiąc przy tym minę mniej więcej ala Daniel, kiedy przypomina rozgniewanego, małego trolla. Gdy podróż dobiegała końca, moje zgięte nogi były podporą dla chłopaka podtrzymującego dłonią podbródek. Wnioskując po zmarszczce na czole, ewidentnie głęboko nad czymś myślał.
Ze snu wyrwał mnie dźwięk dochodzący zza drzwi. Z dość dużym bólem w łydce, który prawdopodobnie spowodowany był naciągnięciem lub obiciem poprzedniego dnia, usiadłam na łóżku. Stopy postawiłam na chłodnej podłodze. Rozprostowałam plecy i przeciągnęłam się. Na ramiona zarzuciłam długi t-shirt sięgający połowy ud i wyszłam z sypialni. Moim oczom ukazali się imprezowicze z dnia poprzedniego. Ajda z Andreasem kończyli sprzątać kuchnię podczas gdy reszta siedząc częściowo na kanapie, a częściowo opierając się o nią oglądała telewizję. Rzuciłam zaspane
Podczas niedzielnego poranka, kiedy słońce mieniło się w barwach pomarańczu i różu. Halvor wraz z Fannemelem starannie pomagali mi złożyć, nowo przywiezione meble z Ikei. Była to końcowa faza wystroju salonu w moim mieszkaniu. Została już tylko, cała reszta. No może z wyjątkiem częściowo umeblowanej łazienki. Dokręcając ostatnie śrubki, dołączyłam do finezyjnie śpiewających idiotów. Co chwila mylących słowa lecących w tle piosenek. W podzięce za ciężką pracę i poświęcenie swojego czasu, poczęstowałam ich tartą jagodową, którą dopiero co upiekłam. Danie to uzupełniłam jeszcze szklanką chłodnego mleka z dodatkiem chałwy. Anders pochwalił się swoimi, dotąd nieznanymi mi zdolnościami kuchennymi i przygotował przepyszną sałatkę z kaszą jaglaną na wieczór. Mieliśmy przy tym niemałą frajdę, no może poza półgodzinnym przywracaniem kuchni do ładu. Chłopcy oddelegowując się, zagwarantowali swoją obecność wieczorem. Po czym zostali obdarzeni mocnym uściskiem z mojej strony. Kiedy odchodzili krzyknęłam tylko
-"Ha det bra!". Odpowiedzieli tym samym, unosząc ręce w geście pożegnania.
Do rozpoczęcia imprezy miałam jeszcze sporo czasu, dlatego też odbyłam krótki maraton po okolicy. Po powrocie do domu, wzięłam szybką, zimną kąpiel. Pomimo to skóra nadal była rozpalona a oddech płytki. W ramach odpoczynku przeczytałam artykuł o nawykach żywieniowych w norweskim czasopiśmie. Uzupełniłam ilość wody w organizmie, po czym zabrałam się za przygotowywanie potraw na wieczór. Niespodziewanie zadzwonił Daniel, pytając czy załatwić alkohol. Chyba spadł mi z nieba. Skoczyłam jeszcze do pobliskiego sklepu w celu zakupienia cytrusów czy toniku. Godzinę przed przyjściem zaproszonych gości, kiedy potrawy idealnie prezentowały się na stole, a muzyka dostarczająca mi niesamowitą dawkę pozytywnej energii, rozbrzmiewała w tle. Zabrałam się za szykowanie. Po dość długim namyśle, ubrana w to, wilgotne włosy przejechałam pianką i wysuszyłam. Cały swój wizerunek zwieńczyłam perfumami i wyszłam z łazienki. Raz jeszcze podeszłam do lustra w celu utwierdzenia się w przekonaniu, żę wyglądam dobrze. I tak było. Czułam się szczęśliwa i piękna. W naprawdę dobrym humorze przywitałam gości, którzy to ze względu na mała fekwencję przyszli całą grupą. Halvor zamiast jednego extra towarzysza przyprowadził dwóch, ale za to byli to naprawdę wyszukani goście. Przedstawili mi się jako Forfang i Hilde. Wyborowe towarzystwo, trzeba przyznać. Forfang z Tande zajęli się przygotowywaniem drinków. Stjernen z Fannemelem zabawiali towarzystwo, a Halvor z Hilde grali w nogę, poduszką z kanapy. Razem z Ajdą pokroiłyśmy potrzebne składniki do naprawdę różnorodnych drinków. Byłam pod wrażeniem długich, jasnych blond włosów dziewczyny. Która to zazwyczaj nosiła je w jakikolwiek sposób upięte. W prawdzie rozpuszcza je do spania, ale nie zwóciłam na to przedtem uwagi. Podczas mowy pochwalnej ze strony Fannemela, który to zachwalał swoją spółkę z Halvorem zajmującą się składaniem mebli. Wraz z Tande, Forfangiem i Ajdą bujaliśmy się w rytm będącej już częścią nas muzyki. Wszyscy byli bardzo rozbawieni niekończącymi się opowieściami Fannemela, wygłupom Toma oraz Stjernena rozkoszującego się drinkiem na kanapie. Do kuchni weszłam w celu dorobienia kolejnej porcji drinków. Za mną przyszedł Tande, czego wcześniej nie zauważyłam. Zgłaszając swoją gotowość do pomocy. Krojąc cytrynę zauważyłam jego żylaste ręce zakończone długimi, zgrabnymi palcami. Przeszedł mnie dreszcz fascynacji. Czy to moje kolejne zboczenie? Daniel chyba zauważył, że przyglądam się jego dłoniom, bo zabrał mi nóż i pokroił cytryny za mnie. Twierdząc, że nie potrafię tego zrobić prawidłowo. Mistrz krojenia cytryn się znalazł. Takiego to ze świecą szukać. Uszczypliwym uśmiechem zakończyłam tę krótką rozmowę, po czym udałam się do salonu po szklanki. Wracając napotkałam Halvora, który razem z Tande w radosnej atmosferze tarzali się po podłodze, uprawiając coś przypominającego zapasy. Zaśmiałam się i pogratulowałam formy obydwu. Zajęłam się przygotowywaniem drinków, kiedy poczułam obok siebie ten sam świeży zapach co w samochodzie. Nuta limonki połączona z odrobina drewna. Takie przynajmniej było moje pierwsze wrażenie. Tande odpychając, zrezygnowanego Halvora, zapytał czy w czymś jeszcze pomóc. Podniosłam wzrok i poczułam jak coś dziwnego dzieje się w moim brzuchu. Coś na podobieństwo motyli, lecz o wiele lżejsze. Spojrzałam w jego oczy. Ocean nieuchwytnych, niespełnionych marzeń. Są tak obłędne, że nie mogłam się od nich oderwać. Błękitne, hipnotyzujące. Udało się to jednak za sprawą szerokiego uśmiechu Tande, który zdecydowanie nie czuł się nieswojo. Potargał mi włos na głowie i przytrzymując mnie za talię sięgnął po drinki. Gdy wyszedł z pokoju, byłam nieco oszołomiona. Chyba hormony mi zwariowały. Albo to z powodu za dużej dawki alkoholu, jak to już nie raz mi się zdarzyło. Resztę imprezy bawiłam się doskonale. W towarzystwie wspaniałych, zabawnych ludzi, przy których czuję się jakbyśmy się znali od dziecka. Jeśli mnie wzrok nie zmylił, to Ajda flirtowała ze Stjernenem. Który to patrzył na nią z tak wielkim zaciekawieniem, że gdy coś do niego mówiła lekko uchylał usta z przejęcia. Końcówki spotkania prawie nie pamiętam, jedyny obraz który zapamiętałam to siedzący Tande z Forfangiem oparci o ściany w sypialni, rozmawiający o fizjoterapii w świecie sportu. Nie zważając na to, że co drugie słowo gubiło połowę liter. Takim pozytywnym akcentem zasnęłam na łóżku w towarzystwie dwóch nie dość, że przystojnych to jeszcze jakże wybitnych i obeznanych specjalistów od fizjoterapii.










